Serena Williams. „Wściekła czarna kobieta” czy kobieta walcząca o swoje prawa?
Źródło zdjęcia: https://pixabay.com/

Serena Williams. „Wściekła czarna kobieta” czy kobieta walcząca o swoje prawa?

Serena Williams jest bohaterką ostatnich dni. Tym razem jednak nie za sprawą dokonań sportowych, a ze względu na „skandaliczne” zachowanie na turnieju tenisowym US Open.

 

„Wściekła czarna kobieta”

Serena grała w finale US Open 2018 z 20-letnią Japonką Naomi Osaką. Podczas meczu spierała się z sędzią, który najpierw upomniał ją za rzekomy nielegalny coaching (poradę od trenera podczas meczu), potem przyznał jej karny punkt za to, że rzuciła rakietą o kort. Następnie, gdy Serena nadal krytykowała jego pracę (nazwała go kłamcą i domagała się przeprosin), nałożył na nią sankcję w postaci karnego gema. Ostatecznie przegrała mecz, a za swoje zachowanie została ukarana grzywną w wysokości 17 tyś USD.

Mimo, iż Serena jest jedną najwybitniejszych atletek w historii, spotkała się z niesamowitą falą krytyki i złośliwości. Media zapełniają się komentarzami analizującymi jak wiele złego Serena pokazała swoim zachowaniem:

  • Skompromitowała się
  • Nie umie przegrywać
  • Dała się ponieść emocjom
  • Jej zachowanie jest niegodne prawdziwego sportowca

Ponadto, wiele komentarzy posługuje się metaforą „wściekłej czarnej kobiety”, mającą swe źródło w XIX-wiecznej Ameryce. Popularność zdobyły wtedy skecze drwiące z Afroamerykanek w mało wybredny sposób. Przedstawiano je jako otyłe, brzydkie, irracjonalnie wściekłe kobiety (grali je biali aktorzy płci męskiej z twarzami pomalowanymi na czarno i ubrani w pogrubiające kostiumy). Niestety, wydaje się, że w wielu kręgach ten krzywdzący stereotyp pokutuje do dziś.

Zobacz też: Czego nie wiedziałam o księżnej Meghan?

Czego uczymy dziewczynki?

Zastanówmy się, co tak naprawdę zrobiła Serena. Przecież nikogo nie zabiła! Moim zdaniem: podczas bardzo ważnej rozgrywki doświadczyła zachowania, które odebrała jako niesprawiedliwe i stanęła we własnej obronie. Poczuła wściekłość i postawiła się sędziemu. A taka postawa kobiety przez wielu jest nieakceptowana. Ani w pracy, ani w domu, ani na arenie sportowej. I za to jest teraz wyszydzana i oczerniana.

A mi jej zachowanie wydaje się rozsądne. Wręcz pozytywne! Przecież każdy z nas zasługuje na możliwość wyrażenia swojej opinii. A może nie? Czy tylko męskie głosy są dopuszczalne? Prawda jest taka, że gdyby to tenisista walczył o swoje racje z sędzią, prawdopodobnie wiele osób stanęłoby w jego obronie. Mówiliby: „Słusznie wyraża swoje zdanie!”. Jeśli chcesz być w jakiejś dziedzinie najlepszy na świecie musisz walczyć o siebie, prawda? Wielu rodziców takie podejście stara się przekazać swoim dzieciom: stawaj we własnej obronie i mów, co myślisz. Ale czy na pewno wszystkim dzieciom?

A może uczymy tego tylko chłopców?

Czy nadal zachęcamy dziewczynki do tego, by były grzeczne i się nie wychylały?

Czy dlatego było to tak trudne także dla Sereny?

Nadal w wielu środowiskach jest tak, że nie ma przestrzeni na niezgodę kobiet, na wyrażanie przez nie sprzeciwu. Przynajmniej wobec mężczyzn, którzy mają władzę. Nie dość, że Serena sprzeciwiła się sędziemu to jeszcze ośmieliła się płakać! I to jest kolejny problem. Wielu mówi: jeśli już zamierzała się kłócić, powinna to zrobić w określony sposób.

Zobacz też: Mówisz córce „bądź grzeczna”. Ale po co?

Podwójne standardy

Billie Jean King (legenda tenisa, 12-krotna zwyciężczyni turniejów wielkoszlemowych) wspierając Serenę powiedziała:

„Reakcje emocjonalne kobiety są traktowane jako „histeryczne” i podlegają negatywnej ocenie. Kiedy mężczyzna zachowuje się tak samo, uważamy, że jest szczery i nie ponosi żadnych sankcji. Dziękujemy ci, Serena, za zwrócenie uwagi na te podwójne standardy. Potrzebujemy więcej takich głosów”.

Także mężczyźni ze świata tenisa (James Blake i Andy Roddick) przyznali, że wielokrotnie zwracali się do sędziów w gorszych słowach i nigdy nie zostali ukarani. Co najwyżej otrzymywali „miękkie” ostrzeżenia typu: „uspokój się albo stracisz punkt”.

A czemu kobiety płaczą, gdy są wściekłe? Bo tak je nauczono.

Chłopcy krzyczą. Dziewczynki płaczą. Tak wiele z nas wychowywano.

Myślę, że gdyby akceptowano złość i frustrację wyrażaną przez dziewczynki, rzadziej płakałyby z bezsilności. Gdyby świat traktował Serenę tak samo jak tenisistę mężczyznę, kontrowersje dotyczące jej zachowania nie miałyby dziś miejsca.

Jaki wniosek płynie z tego zdarzenia dla kobiet? Skoro postać taka jak Serena Williams (idolka dla wielu ludzi na całym świecie, w tym dla młodej Japonki, z którą przegrała ten mecz) zostaje „przytemperowana” w taki sposób, co mają myśleć „zwyczajne” kobiety? Jaką inspirację mogą czerpać z tego dziewczynki? Czy nie zbudują sobie zniekształconego obrazu kobiecości? Być kobietą to także czuć złość i swobodnie ją wyrażać. Nie postuluję by Serenie pobłażano, dlatego, że jest gwiazdą światowego sportu. Oczekuję jedynie tego, by traktowano ją na równi z innymi sportowcami.

Pozwalajmy dziewczynkom okazywać złość, nie zgadzać się z autorytetami i wyrażać swoje zdanie! Motywujmy je do tego jako rodzice, dając dobry przykład!

Zobacz też: Manifest Mamy Dziewczynek

Udostępnij

Dodaj komentarz

Zamknij