You are currently viewing Dlaczego potrzebujemy feministycznego rodzicielstwa?
Źródło zdjęcia: Unsplash (autorka Jen Theodore)

Dlaczego potrzebujemy feministycznego rodzicielstwa?

Nie boję się używać słowa feminizm, gdy myślę o swoim rodzicielstwie. Tak – jestem feministycznym rodzicem. I nie tylko dlatego, że jestem mamą dziewczynek. Uważam, że każde dziecko zasługuje na to, by jego rodzic (niezależnie od swojej płci) wyznawał feministyczne wartości – czyli takie, które uznają równe prawa kobiet i mężczyzn.

Sceptycy powiedzą, że efektem feministycznego rodzicielstwa będzie wychowanie bandy wyszczekanych dziewuch uważających się za ofiary patriarchatu i z wściekłością walczących o dodatkowe przywileje. Feminizm obrósł wieloma szkodliwymi mitami, i myślę, że dlatego wiele z nas – matek feministek i ojców feministów – nie chce być tak określanymi. Zupełnie jakby pokutujące powszechnie przekonania dotyczące feminizmu „rozciągały się” na feministyczne rodzicielstwo. Jakie mity krążą więc wokół takiego podejścia do wychowania?

Mit pierwszy: Feminizm jest przeciwko chłopcom i mężczyznom

Moja działalność w ramach projektu Jak Wychowywać Dziewczynki? spotyka się czasem z komentarzami typu: „zamiast wprowadzać równość, promujecie dziewczynki kosztem chłopców”) lub „chcieliście powiedzieć jak być ojcem pantoflarzem, nie róbcie facetom wody z mózgu” (oba przytoczone komentarze pojawiły się pod postem „Jak być tatą feministą (każdego dziecka, syna lub córki)”. Działania wspierające dziewczynki są czasem odbierane jako wymierzone przeciwko chłopcom, wedle schematu rozumowania: skoro wzmacniamy dziewczynki, to jednocześnie osłabiamy chłopców.

Tymczasem przecież skupienie rodzica na potrzebach dziewczynki nie oznacza wcale, że uważa chłopców za mniej ważnych. Ma przed sobą córkę, którą kocha nad życie i o której wie, że będzie musiała mierzyć się ze specyficznymi wyzwaniami wynikającymi tylko z tego, że jest dziewczynką. Celem rodzica jest kompetentnie ją wspierać. Przypisywanie takiej postawie „anty-chłopięcości” jest poważnym nadużyciem.

Uważam, że feministyczne wychowanie należy się również chłopcom. Podążanie starymi, utartymi schematami budowania w chłopcach „prawdziwej męskości” kończy się tym, że wielu z nich dusi się pod ciężarem toksycznych stereotypów, które nie pozwalają im stawać się sobą. Chłopcom potrzebni są mężczyźni, kwestionujący zasady – uważanej nadal dość powszechnie za jedynie słuszną – a w istocie toksycznej męskości i pokazujący inne sposoby bycia mężczyzną. A to dla niektórych mężczyzn bywa trudne, bo wiąże się z utratą (obiektywnie nieuprawnionych przecież) przywilejów, wygody, statusu, a także z większymi obowiązkami i dodatkowym wysiłkiem. I mimo oczywistych korzyści wynikających z odrzucenia toksycznej męskości, których beneficjentami stają się sami mężczyźni (więcej czasu dla dzieci, bardziej wartościowe relacje, większa możliwość okazywania wrażliwości i otwartego komunikowania swoich uczuć), to nadal niewielu mężczyzn się na tę drogę decyduje.

Dlatego potrzebujemy mężczyzn feministów, którzy rozumieją, że stereotypy płci krzywdzą zarówno ich samych, jak i ich partnerki oraz wszystkie dzieci, niezależnie od płci.  

Zobacz też: Co mówić dziewczynkom zamiast „Jak pięknie wyglądasz”? 9 pomysłów dla każdego

Mit drugi: Feminizm kręci się tylko wokół dziewczynek

Programy wspierające pewność siebie i siłę dziewczynek, budujące ich kompetencje w zakresie matematyki, fizyki czy informatyki są bardzo potrzebne i wartościowe. W końcu po latach ograniczonego dostępu do wielu uznawanych za „bardziej męskie” dziedzin, dziewczynkom należy się wyrównanie szans.

Jest jednak druga strona tego medalu. Wzmacniamy kompetencje naukowe dziewczynek, budujemy ich siłę emocjonalną, poczucie wartości i pewność siebie, ale co dzieje się potem? Wysyłamy je w świat, jednak czy ten dzisiejszy świat jest gotowy przyjąć je wraz z ich kompetencjami? Czy pewna siebie, zdecydowana dziewczynka z przekonaniem prezentująca swoje zdanie będzie prawdziwie doceniona, czy raczej usłyszy, że się rządzi lub co gorsza – że jest wyszczekana? Czy świetna informatyczka zostanie przyjęta do grona programistów i traktowana na równi z nimi, bez umniejszających jej komentarzy „niezła jak na kobietę”? 

Żadna zmiana nie zajdzie dopóki wszyscy, niezależnie od naszej płci, nie przestaniemy posługiwać się stereotypami płci w ocenie tego, do czego jesteśmy zdolni i zdolne. Nie możemy w naszym wychowaniu zapominać o chłopcach. Im też należy pokazywać, że mogą zauważać i pokazywać swoje uczucia, podążać za swoimi prawdziwymi zainteresowaniami i budować bliskie relacje. Że nie muszą być twardzielami, zwycięzcami i seksistami.

Feministycznego wychowania potrzebują zatem zarówno dziewczynki jak i chłopcy. Kropka.   

Zobacz też: Kolorowanie dzieciństwa i jego przykre konsekwencje

Mit trzeci: Feminizm pomiesza dzieciom w głowach

Zastanówmy się przez chwilę: jak może „mieszać dzieciom w głowach” uczenie ich, że mogą być sobą i nie muszą na siłę wpasowywać się w sztywne „dziewczyńskie” lub „chłopięce” wzorce?

Jednym z podstawowych celów feministycznego rodzicielstwa jest rozmontowanie przestarzałych, ograniczających stereotypów płci, by dzieci czuły się w pełni akceptowane takimi, jakie są. Takie podejście nie miesza w głowach dzieciom, tylko dorosłym, którzy sami byli wychowywani w wierze, że bycie chłopcem oznacza dominację, kontrolę, nieokazywanie uczuć i siłę fizyczną, zaś bycie dziewczynką oznacza ugodowość, piękny wygląd, podporządkowanie się, pomoc i opiekę nad innymi.

Zmiana tych archaicznych norm i zasad miesza w głowach dorosłym, którzy są konfrontowani z takim nowym i dla wielu rewolucyjnym podejściem.

A dla dzieci? Dla nich normą powinien być świat, w którym zaspokojone są ich podstawowe potrzeby, mają wolność realizacji zainteresowań niezależnie od swojej płci i czują się w pełni akceptowane i wspierane przez swoje otoczenie.

Wielu osobom łatwiej jest trzymać się starych metod i ulegać szkodliwym mitom na temat feministycznego rodzicielstwa niż otworzyć się na nowe idee. Na pierwszym miejscu przed wygodą powinna stać jednak przyszłość naszych dzieci. Dlatego warto krytycznie analizować swoje własne przekonania, otwarcie rozmawiać z dziećmi o nierównościach oraz edukować siebie i innych na temat działania stereotypów w naszym życiu. 

Jestem feministycznym rodzicem i się tego nie wstydzę. A ty?

Udostępnij