Boisko do piłki nożnej w centrum szkolnego podwórka wydaje się czymś zupełnie neutralnym. Tymczasem to jedna z pierwszych przestrzeni, w której dziewczynki uczą się, że „to nie jest miejsce dla nich”. Futbolcentryzm — co to jest i jak wpływa na nasze córki?
Wyobraźcie sobie typowe szkolne podwórko albo osiedlowy park. W samym jego środku prawie zawsze znajduje się to samo: duże, dobrze utrzymane boisko do piłki nożnej. A wokół niego — resztki przestrzeni: kawałek trawnika, ławka w cieniu, ścieżka. To właśnie futbolcentryzm: dominacja infrastruktury piłkarskiej w przestrzeniach wspólnych, która sprawia, że jeden wąski model aktywności — rywalizacyjny, tradycyjnie „męski” — dostaje najlepsze i najbardziej widoczne miejsce, a wszystko inne zostaje zepchnięte na margines.
Autorki raportu “Make Her Move” (Honorata Grzesikowska i Ewelina Jaskulska z Fundacji Architektoniczki) nazywają to „przestrzenną stronniczością”. I pokazują, jak działa w praktyce — na podstawie badań europejskich oraz własnych obserwacji w ośmiu przestrzeniach publicznych w dwóch krajach, gdzie zmapowały ponad 400 indywidualnych tras ruchu dzieci. Kluczowe jest to, że futbolcentryzm nie jest złośliwym spiskiem projektantów. Nikt nie siada z zamiarem: „zaprojektujmy podwórko tak, żeby dziewczynki się z niego wycofały”. A jednak dokładnie to się dzieje — bo przestrzeń, jak każde narzędzie, powstaje wokół wyobrażenia „domyślnego użytkownika”. A tym domyślnym użytkownikiem, często nieświadomie, jest sprawny chłopiec, który chce grać w piłkę.
Przestrzeń nigdy nie jest naprawdę neutralna
Lubimy myśleć o placu zabaw czy parku jako o miejscu „dla wszystkich” — otwartym, wspólnym, sprawiedliwym. Konwencja o Prawach Dziecka gwarantuje przecież każdemu dziecku prawo do odpoczynku i zabawy. Ale autorki raportu “Make her move” zadają niewygodne pytanie: czy przestrzeń publiczna faktycznie jest równa?
Standardy projektowe, wymiary, rozmieszczenie elementów — wszystko to zakorzenione jest w normach kulturowych, które premiują jeden sposób korzystania z przestrzeni. W efekcie przestrzeń „przestaje być neutralna, gdy jedna grupa uznaje ją za swoje wyłączne terytorium”. To zjawisko badaczki nazywają terytorializmem: dana grupa dominuje w przestrzeni tak bardzo, że jej użytkowanie zaczyna być postrzegane jako naturalne prawo — kosztem innych.
Boisko stanowi idealny przykład: centralnie ulokowane, duże, najlepiej utrzymane boisko piłkarskie zamienia się w symboliczne i dosłowne centrum władzy na podwórku. Chłopcy nieformalnie ustanawiają do niego „prawo własności” — i konsekwentnie je zajmują.
Liczby z raportu mówią same za siebie:
- Boiska piłkarskie zajmują 28–35% powierzchni szkolnego terenu, podczas gdy na inne aktywności przeznacza się jedynie 2–6%.
- Chłopcy dominują w blisko 100% użytkowania boisk piłkarskich.
- Dziewczynki spędzają ponad 70% czasu w przestrzeniach peryferyjnych — na obrzeżach, w zacienionych lub ukrytych miejscach.
- Trasy, którymi poruszają się dziewczęta po terenie szkoły, są średnio o 80% krótsze od tras chłopców.
Innymi słowy: dziewczynki dosłownie zajmują mniej miejsca i mniej się ruszają — nie dlatego, że tak wolą, ale dlatego, że przestrzeń została zaprojektowana nie dla nich. A tytułowe zdanie z jednej z obserwacji w parku brzmi jeszcze mocniej: chłopcy zajmowali tam 8,5% powierzchni użytkowej, dziewczynki zaledwie 1%, a przestrzeń dla psów — 2%. Psy były więc bardziej reprezentowane w przestrzeni niż dziewczęta.
A jeśli takie „ciche” mechanizmy — jak futbolcentryzm — chcesz wychwytywać wcześniej, w codziennym wychowaniu, mam dla Ciebie coś jeszcze. Mój bezpłatny test „Świadome wychowanie — na jakim jesteś poziomie?” zajmuje 6 minut, przeszło go już ponad 1000 rodziców i potrafi otworzyć oczy na rzeczy, które na co dzień łatwo przeoczyć. Zrób test ->
„Znikanie” dziewczynek zaczyna się wcześnie
Najbardziej uderzające jest to, jak wcześnie dziewczynki zaczynają wycofywać się z przestrzeni publicznej. Dane wskazują, że proces ten rusza już około 9. roku życia. W Wiedniu liczba dziewcząt korzystających z parków spada gwałtownie właśnie po ukończeniu 9 lat — co skłoniło miasto do przeprojektowania tych przestrzeni tak, by zapewnić lepsze oświetlenie, widoczność i miejsca sprzyjające spotkaniom.
A gdy dorastają, jest jeszcze trudniej:
- 68% dziewczynek stwierdziło, że w parkach nie ma dla nich żadnych atrakcji ani zajęć.
- 59% nastolatek nie czuje się mile widziana w parkach, bo dominują tam chłopcy.
- Wśród użytkowników wielofunkcyjnych boisk (MUGA) 92% to mężczyźni; na skateparkach i torach BMX — 84%.
- W jednym ze szwedzkich badań zaledwie 20% nastoletnich użytkowników tych przestrzeni stanowiły dziewczynki.
Chłopcy częściej wykluczają dziewczęta z nieformalnych rozgrywek. A dziewczynki, którym powtarza się, że ich sposób zabawy jest „nudny” albo „mniej ważny”, po prostu przestają przychodzić.
I tu pojawia się pytanie, które badaczki stawiają wprost: czy dziewczęta bawią się w sposób bardziej społeczny i mniej zdominowany fizycznie dlatego, że naprawdę tak wolą — czy dlatego, że dostępne im środowisko po prostu ogranicza ich możliwości? Bo zabawa nigdy nie odbywa się w próżni. Zawsze dzieje się „gdzieś”, w konkretnym kontekście fizycznym i społecznym. Jeśli jedyna miękka, trawiasta nawierzchnia jest tuż przy boisku — a chłopcy raz po raz każą się z niej „odsunąć” — trudno mówić o wolnym wyborze.
Dlaczego akurat nastoletnie dziewczęta?
Warto zatrzymać się przy tej grupie, bo łączą się w niej dwa rodzaje niewidzialności. Po pierwsze — nastolatki jako grupa rzadko są mile widziane w przestrzeni publicznej; ich obecność bywa odczytywana jako „wałęsanie się”, a nawet wiązana z wandalizmem. Okres dorastania to stan „pomiędzy”: już nie dzieci, jeszcze nie dorośli — a projektowanie przestrzeni rzadko uwzględnia ich potrzeby rozwojowe.
Po drugie — na to nakłada się płeć. Nastoletnie dziewczyny doświadczają wykluczenia spotęgowanego przez płciowe oczekiwania i terytorialne praktyki przestrzenne. Do tego dochodzi wymiar, o którym u chłopców mówi się znacznie rzadziej: bezpieczeństwo. Raport przytacza dane, według których dziewczyny czują się nawet dziesięć razy mniej bezpiecznie w przestrzeni publicznej niż chłopcy. Dla nastolatki „bezpieczeństwo” oznacza często coś więcej niż brak realnego zagrożenia — to także brak osądzania, gapienia się i poczucia bycia obserwowaną. Wysokie ogrodzenia, wąskie wejścia, słabe oświetlenie, dominacja grupy chłopców — wszystko to sprawia, że dziewczyna po prostu nie wchodzi.
Adaptacja, która wygląda jak zniknięcie
Jest w raporcie zdanie, które zostało ze mną na długo:
„Adaptacja to kobieca choroba, tak oswojona, że jej nie dostrzegamy (…). Dziewczyny nie kwestionują przestrzeni. Dostosowują się. Przystosowują. Adaptacja to nie siła, to wymazywanie siebie”.
I rzeczywiście — obserwacje badaczek pokazują dziewczynki, które siadają na schodach, na ziemi w cieniu, chowają się za budynkami, przenoszą krzesła w zaciszne kąty. Robią sobie miejsce tam, gdzie akurat zostało. Ciekawostka: w dni bez meczów piłkarskich dziewczęta zostawiały swoje rzeczy na środku boiska, żeby zaznaczyć obecność — jakby musiały wywalczyć prawo do centrum, gdy tylko na chwilę się zwalniało.
Co więcej: zapytane, co chciałyby zmienić na swoim podwórku, dziewczęta często nie potrafią odpowiedzieć. Bo nikt nigdy ich o to nie zapytał. Nie są przyzwyczajone do tego, że ich potrzeby w przestrzeni publicznej mają znaczenie.
To nie jest problem „tylko” boisk. Te wczesne wzorce — kto zajmuje centrum, a kto obrzeża — utrwalają się i towarzyszą dziewczynom także w dorosłości, kształtując normy zachowań i sposoby uczestnictwa w życiu publicznym. Ograniczony dostęp do aktywności fizycznej przekłada się na zdrowie (w wieku 13–15 lat tylko 8% dziewcząt spełnia zalecenia dotyczące ruchu), na pewność siebie, na poczucie, że mają prawo zajmować przestrzeń i być widoczne. Dostęp do sportu i przestrzeni to — jak podsumowują autorki — nie kwestia rozrywki, ale sprawiedliwości społecznej.
Zobacz też: Perfekcyjna dziewczynka nie ryzykuje
Dlaczego futbolcentryzm to sprawa także rodziców?
Bo dziewczynki te nierówności widzą — nawet jeśli nie umieją ich nazwać. Codziennie dostają cichy komunikat: centrum należy do kogoś innego, ty ustąp, zejdź na bok, zadowól się resztką. A jeśli nikt z nimi o tym nie porozmawia, łatwo uwierzyć, że „tak po prostu jest” i „tak działa świat”.
Nie musimy być architektkami ani projektantkami, żeby coś z tym zrobić. Oto kilka rzeczy, które możecie zrobić z córkami — i dla nich:
- Nazwijcie to, co widać. Idąc przez park czy koło szkoły, zapytajcie córkę: kto zajmuje boisko? Gdzie są dziewczyny? Gdzie ty najchętniej spędzasz czas i dlaczego? To ćwiczy uważność i pokazuje, że ma prawo o tym myśleć.
- Nie deprecjonujcie „dziewczyńskiej” zabawy. Rozmowa, taniec, gimnastyka, siedzenie z przyjaciółkami — to pełnoprawna aktywność, nie „gorsza wersja” biegania za piłką. Dla nastolatków zabawa to poważna praca: uczą się przez nią relacji i tożsamości.
- Zachęcajcie do zajmowania centrum. Dosłownie i w przenośni. Niech córka wie, że boisko, plac i środek podwórka są też jej — nawet jeśli trzeba się o to miejsce upomnieć.
- Rozmawiajcie o bezpieczeństwie bez straszenia. Zamiast „nie chodź tam sama”, warto pytać: co sprawia, że czujesz się w danym miejscu swobodnie, a co nie? To buduje w córce zaufanie do własnego osądu.
- Reagujcie w szkole. Jeśli macie okazję (rada rodziców, rozmowa z wychowawcą), zapytajcie, jak zaprojektowane jest szkolne podwórko i czy wszystkie dzieci mają na nim swoje miejsce. Czasem wystarczy, że ktoś w ogóle zada to pytanie.
- Zróbcie test. Zapytajcie córkę wprost, czy czuje się gdzieś traktowana inaczej dlatego, że jest dziewczynką. Odpowiedź może Was zaskoczyć. To jeden z pomysłów, jakie podaję w książce “Pułapka płci. Jak przygotować dzieci do życia w świecie stereotypów” na rozmowy z dziećmi o stereotypach.
Zobacz też: Koniec z podziałem dziewczynki vs chłopcy. Jak walczyć ze stereotypami płci w szkole?
Przestrzeń da się „zhakować”
Dobra wiadomość jest taka, że to wszystko można zmienić — i wcale nie chodzi o to, żeby zabrać chłopcom boisko. Chodzi o to, żeby przestać projektować przestrzeń wyłącznie wokół jednej aktywności.
Autorki raportu pokazują, że wystarczą alternatywy — hamaki, huśtawki, ławki, zacienione zakątki, mniejsze strefy zamiast jednej wielkiej dominującej — by obecność dziewcząt rosła. Co ciekawe, zwracają uwagę na pewną pułapkę: same hamaki i ławki zwiększają liczbę dziewcząt w przestrzeni, ale niekoniecznie ich aktywność ruchową. Dziewczyny pojawiają się, ale wciąż pozostają w bezruchu. To znak, że nie chodzi tylko o „dostawienie ławeczki”, lecz o głębsze przemyślenie, kto i jak ma się w danym miejscu ruszać, spotykać i czuć swobodnie.
Kluczowa zasada brzmi: centrum nie powinno „należeć” do jednej grupy ani jednej aktywności. Ma być elastyczne i otwarte, a nie „zajęte”. Bo — jak zauważają badaczki — nastolatki potrafią najmniejszy element przestrzeni zamienić w coś swojego: schody stają się sceną, kredowa linia torem wyścigowym, próg miejscem spotkań. Trzeba im tylko na to pozwolić.
Bo plac zabaw, boisko i park to nie są “błahe” przestrzenie. To miejsca, w których dzieci uczą się negocjować, przewodzić, podejmować ryzyko i czuć, że gdzieś przynależą. Projektując je — i rozmawiając o nich z córkami — tak, żeby dziewczynki też mogły przynależeć na równi z innymi, budujemy coś znacznie większego niż lepsze podwórko. Budujemy fundament pod bardziej sprawiedliwe miasta i społeczeństwo.
Artykuł powstał na podstawie raportu „Make Her Move” (Honorata Grzesikowska, Ewelina Jaskulska, Fundacja Architektoniczki, 2025), współfinansowanego przez program Erasmus+.
A jeśli takie „ciche” mechanizmy — jak futbolcentryzm — chcesz wychwytywać wcześniej, w codziennym wychowaniu, mam dla Ciebie coś jeszcze. Mój bezpłatny test „Świadome wychowanie — na jakim jesteś poziomie?” zajmuje 6 minut, przeszło go już ponad 1000 rodziców i potrafi otworzyć oczy na rzeczy, które na co dzień łatwo przeoczyć. Zrób test ->




